Dlaczego tak trudno jest robić coś wolniej? Slow life DIY.

Świat obraca się wokół jednej osi, ale jakby to było dla niego za mało, obraca się także wokół drugiej. Świat pędzi, to pewne. Zatem to całkiem logiczne, że pędzimy razem z nim.

Mogłoby nam się wydawać, że jesteśmy, jeżeli nie stworzone to na pewno zmuszone, do robienia wszystkiego tak szybko i w takich ilościach. Rzadko zdarza się nam mówić: ,,chcę” raczej mówimy: ,,muszę” a przy okazji dodajemy ,,aaa i jeszcze to i to i jeszcze tamto”…

Czytałam kilka artykułów naukowych o tym, że wykonywanie czynności pojedynczo i bez pośpiechu – nie tak jak jesteśmy przyzwyczajone kilku na raz – jest znacznie bardziej efektywne. Pozwala nam to lepiej i szybciej wykonać zadanie. Skoro korzyść jest podwójna to dlaczego nie spróbować żyć wolniej?

Z praktyką jest zawsze trudniej niż z teorią, więc zmieniłam swoje pytanie na – dlaczego tak trudno jest skupić się na jednej rzeczy i dobrze ją zrobić? Odpowiedź jest prosta – bo robię i myślę za dużo na raz. Bez potrzeby obarczam swoją małą głowę stertą obowiązków, które ,,mielę” w niej przez cały dzień.

Każdy ma swoje tempo. Dla każdego wolniej oznacza inną ilość czasu. Ja znalazłam swoje i zapisałam je – moje lekarstwo na cały pośpiech tego świata to kartka papieru z datą.

W terminarzu zapisuję wszystkie punkty do załatwienia danego dnia. Najtrudniejsze sprawy załatwiam z samego rana starannie i dokładnie. Szanuję czas jaki muszę im poświęcić – nie chodzę na skróty. Wszystkie małe przyjemności jak czytanie książki, czy domowe spa też wpisuję w kalendarz w przedziałach czasowych. Wiem, że nie muszę się śpieszyć, że w danym czasie nie muszę robić nic innego. Nie błądzę myślami, bo nie muszę. Oczywiście, że czasami coś wypadnie, ale zawsze wtedy można to przecież przepisać na kolejny dzień.

Muszę jednak mocno się skupić, żeby robić wszystko wolno… Inaczej zaczynam się śpieszyć mimowolnie. Slow-life, tak jak każdy dobry zestaw fitness trzeba ćwiczyć świadomie i regularnie żeby poczuć efekty. Przynajmniej dopóki nie stanie się zwyczajem.

Potem jest już z górki, nowe wolne tempo staje się oczywiste, dzień wydaje się dłuższy i wszystkie działania dają lepsze rezultaty, wieczory są przyjemniejsze. Mała dyscyplina w prowadzeniu terminarza sprawia, że życie smakuje intensywniej.

Dodatkowo uwielbiam mój terminarz i moment kiedy ołówek zostawia ślad na papierze – kolejna mała przyjemność w codzienności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *